Sezon 2013 was started !!!

Końcówka poprzedniego orku pokrzyżowała mi pewne plany, co zaowocowało podjęciem decyzji o ... opłaceniu składek na nowy sezon i powrót do łowienia "kropek" ....

Już kilka dni wcześniej zdecydowałem, że nowy sezon rozpoczynam 1 stycznia, więc zabawa sylwestrowa przebiegła w miłym, acz bezalkoholowym (tylko dla mnie) klimacie. 

Spakowany dzień wcześniej, pojechałem na znany sobie odcinek lubelskiej Bystrzycy, nie po to by od razu nałowić się do syta, ale aby pochodzić nad rzeką, spojrzeć"w dno" co się pozmieniało no i oczywiście spotkać się przynajmniej z jednym pstrągiem.




Po przyjeździe nad rzekę przeżyłem szok. Wiedziałem że rozpoczęcie sezony ściąga ludzi nad wodę, ale nie myślałem,że tak licznie. Po drodze widziałem pojedyncze samochody, ale na "moim" odcinku, na odległości ok. 1 km  było 7 wędkujących. Dużo za dużo jak dla mnie.  Widziałem samochód Marcina, ale decyzja była jedna - zmiana odcinka. Pojechałem niżej, choć mogłem jechać wyżej, ale zawsze jest to główny dylemat łowiących.

Po dotarciu nad brzeg przeżyłem szok. Wody mało, krystalicznie czysta i gdzie są dołki ? W wielu miejscach dno rzeki przybrało forma piaszczystego blatu, bez jakiejkolwiek formy miejscówki dla pstrągów.  Zacząłem obławiać woblerem, ale jakoś nie przekonywało mnie to i zmieniłem przynętę na obrotówkę. To był strzał na "3", bo tyle ryb udało mi się tego dnia wywabić. Pierwszy atak na przelewie. Krótki błysk w miejscu gdzie była błystka, dwa fikołki i ... luz na żyłce. Obławiam jeszcze trochę ten odcinek i jadę zwiedzać niżej. Wszędzie rzeka się wypłyciła i wypłaszczyła. 

Na koniec trafiam na odcinek poniżej ujścia Kosarzewki. Widzę wędkarza obławiającego przelew. Jak zwykle krótka wymiana zdań na temat efektów i potwierdziło się że dziś nie jest rewelacyjnie. Obławiam rynnę obrotówką i zacinam kolejnego pstrąga. Znów kilka fikołków i ryba spina się, choć jest to moja wina, bo hol z mojej strony był jakiś niezdecydowany. Idę wyżej i typuję kolejną miejscówkę. Woda w tym miejscu lekko trącona, bo jak zwykle Kosarzewka lekko "brudzi". Za drugim rzutem zacinam pstrąga. Teraz już staram się go spokojnie wyholować, bo wstyd - 3 ryby na kiju, a żadna nie zaliczona. Po chwili ryba ląduje na brzegu. Całus i wracaj, rośnij ... odwiedzę cię za jakiś czas. 

W międzyczasie Marcin informuje mnie, że wyżej złowił dość ładnego pstrąga. Czyli jednak dziś nie trafiłem z planowaniem miejsca, choć i tak byłem z siebie zadowolony, bo ryba została złowiona. 

Na koniec dwa słowa do Tomka - Tomku, Bystrzyca to już nie ta Bystrzyca. Ludu że szok, tłumy, przedeptane, pytko, płasko czyli nijak. Może na innych odcinkach będzie lepiej. Albo ... czas zmienić na twoje rewiry. 

5 komentarzy:

  1. Dla mnie osobiście Bystrzyca była zawsze "dodatkiem" niż głównym celem. Musisz iść tam gdzie doły głębokie ;) Masz cały sezon na odkrywanie odkrytego. Ja startuję w sobotę !!! Połamania.

    P.S. Musisz również od nowa dodać mojego bloga do obserwowanych, gdyż zmieniłem adres.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i obserwujesz w tej chwili mojego starego, usuniętego już bloga. :)

      Usuń
  2. nie, no według mnie obserwuję nowy :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. masz rację Robert, nijako się zrobiło i jakoś tak nudnawo, na ten rok zmieniam łowisko

    OdpowiedzUsuń